Skład: korea, tomala, anula
W przerwie między Świętami a Sylwestrem pojechaliśmy w Bieszczady. 27 grudnia o 17.00 ruszyliśmy już z plecakami z parkingu w Nowym Łupkowie. Można powiedzieć, że było bardzo jesiennie, ani grama śniegu i temperatura raczej koło zera. Weszliśmy na niebieski szlak który prowadzi na Polsko-słowacką granicę. W sąsiedztwie słupka granicznego rozbiliśmy namioty, a w międzyczasie zaczął prószyć śnieg - przyszła zima :). W nocy było pewnie ok. -2 stopni. Następnego dnia szlakiem granicznym doszliśmy do tunelu kolejowego pod Przełęczą Łupkowską (tunel przechodzi pod granicą Pl/Sk). W Łupkowie przeskoczyliśmy na szlak Szwejka zahaczając o schronisko (świetne! drewniana chata, kaflowy piec i domowy klimat, polecam:). Po obiedzie dalej na południowy-wschód, a pod granicą nocleg. Księżyc od czasu do czasu pokazywał się zza chmur i robiło się wtedy tak jasno, jakby dopiero co zaszło słońce. Było już trochę zimniej niż poprzedniej nocy, głównie przez mroźny wiatr. Kolejny dzień, tym razem cały czas granicą, przez Rydoszową do Balnicy. Przez dwa ostatnie dni padał śnieg, więc zrobiło się go już całkiem sporo. Wyszło słońce, później księżyc, w międzyczasie obiad na polanie, stado jeleni i ślady przebudzonego z zimowego snu niedźwiedzia. Na spanie zatrzymaliśmy się koło 21:00, już w Balnicy (nieistniejąca już wieś). Jak przystało na ostatni nocleg, było -10, wiatr k. 60, 70 km/h , i zamieć śnieżna :).
30. grudnia już tylko godzina drogi do Woli Michowej do schroniska. Trasa:
Zdjęcia:
Wszystkie zdjęcia z wyjazdu tutaj