15 sierpnia 2008

Po drodze






Na morze! Kornaty







Zdjęć mało i brzegu, ale inaczej nie dało rady.

Zadarska županija

Czyli województwo zadarskie.




I kolejny postój na chorwackich serpentynach







Chorwacja!

Pobudka, jazda do granicy i jesteśmy w Chorwacji! Na przejściu granicznym (Letenye) stoi pani i rozdaje kierowcom książeczki z informacjami o Chorwacji i mapy, byliśmy trochę w szoku bo dostaliśmy to wszystko w języku polskim:D
Jest wcześnie rano, ale do Zadaru dojeżdżamy dopiero późnym popołudniem, ponieważ po drodze co chwila się zatrzymujemy, żeby sobie pooglądać trochę;)

Grad Slunj







Szalona wakacyjna akcja




Przerwa na mycie zębów






W drodze






Przez Węgry

Szybka przebitka przez Słowację na Węgry (w sumie nie taka szybka bo przez góry trochę się jechało; mijaliśmy po drodze grupę rowerzystów, która podjeżdżała pod jedną z górek i przyznam szczerze, że w Tatry na rowery to ja się raczej nie wybiorę..). Przejście graniczne Šahy i lądujemy w madziarskiej miejscowości Nagyroszi gdzie jemy obiad. Po jedzeniu zatrzymujemy się w Parku Narodowym (Duna-Ipoly Nemzeti Park) na godzinną drzemkę. Jest sobota, 2 sierpnia, godzina 16.30.
Ruszamy dalej. W stronę Budapesztu w którym się niestety nie zatrzymujemy, ale podziwiamy z okien samochodu. Nie jest nam też dane podziwiać uroków Balatonu, nad którym przejeżdżamy, ponieważ dalszą trasę przez Węgry pokonujemy już w nocy (tak samo z resztą w drodze powrotnej), ale dostarczamy sobie rozrywek próbując za jednym zamachem odczytać z mijanych tablic nazwy węgierskich miejscowości (Székesfehérvár - spróbujcie przy 100 na godzinę, w środku nocy;).

(Korea) O dziwo, Anuli idzie jak z płatka, widać ma dziewcze inklinacje do popapranych słów. I dlatego, między innymi, ją bardzo kocham;)

Przed granicą z Chorwacją zatrzymujemy się na nocleg.


Wyjeżdzamy!

Po zapakowaniu kajaków na dach i bagaży do środka możemy wyruszać. Pożegnanie z rodzicami i ruszamy w stronę Krakowa. Jest piątek, 1 sierpnia, godzina 24:00. Po drodze oczywiście remonty dróg i wypadek samochodowy, więc stoimy w korkach. Około 3 w nocy zatrzymujemy się przed Krakowem na nocleg. Wyruszamy rano po wschodzie słońca.
Przejście graniczne Chyżne, obdrapany budynek świeci pustkami.
Jesteśmy na Słowacji.





Kierujemy się w stronę Budapesztu

Przygotowania do wyjazdu

Do wyjazdu i wyprawy nad Adriatyk z kajakami szykowaliśmy się następująco: Korea już wcześniej kupił kajak morski (Prijon Seayak), ja natomiast pożyczyłam kajak morski Point65'n (Kayaks Sweden) model Five-O-five ze sklepu kajakowego Nurt, dzięki uprzejmości Piotrka Kaliszka. Przestudiowaliśmy książkę o kajakarstwie morskim autorstwa John'a Lull'a pt. Sea Kayaking: Safety & Rescue (dokładniej jej połowę, gdyż książka nieszczęśliwie zamokła przy wyprawie nad jeziorko Dziekanowskie, ale została później heroicznie odratowana przez mojego tatę:). Tydzień przed wyjazdem zrobiiyśmy wypad do Dziekanowa nad jeziorko (już z kajakami morskimi) żeby dokładnie przećwiczyć eskimoskę oraz techniki ratunkowe, aby w razie kabiny na morzu, daleko od brzegu, potrafić wsiąść bezproblemowo do kajaka. Było to o tyle ważne, że do Chorwacji jechaliśmy z Koreą we dwójkę, więc nie moglibyśmy liczyć na pomoc osób trzecich w razie jakiegoś problemu. Spędziliśmy na wodzie 5 godzin ćwicząc i powtarzając wszystko po kolei.
Przed wyjazdem dostałam od taty pompkę do kajaka (ważny sprzęt jeżeli nie można wylać wody z kajaka po tym jak się kabinowało) oraz tzw. paddle float'a czyli worek na pióro wiosła, który można nadmuchać i wejść w pojedynkę do kajaka po wywrotce. Rzeczy ogólnie przydatne na takie wyprawy.
Zostało jeszcze tylko wyklejenie i dopasowanie mojego kajaka i możemy jechać:)